Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 933 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

.... plany na majówkę....

środa, 30 kwietnia 2008 22:43
Plany na weekend? praktycznie żadnych konkretnych, a i tak wiem, że znów będę gonić czas. Nigdy z nim nie wygram. Albo ON taki dobry, albo ja taka powolna.....

No cóż prognozują nam możliwie ładną pogodę z przelotnymi opadami, toteż mam nadzieję, że deszcz nie przeszkodzi mi w flancowaniu pory i selery. Mam jeszcze trochę pelargonii i niecierpków do posadzenia.... ozdobię nimi taras, jak co roku zresztą. Wymieniam tylko zestaw kwiatów w skrzynkach, ale jak zawsze ten zakup wyjątkowo wychudza mój portfel.... ale co tam. Jak miło jest posiedzieć wśród takich barw i kolorów (zapachu tym kwiatom to raczej brak). Natomiast w ogrodzie mam dużo konwalii i róż, te to dopiero pachną, ale troszke później.
Czas w ogródku zleci jak nie wiem co. Obiadem się nie martwię, czyli nie wymyślam nic szczególnego, bo wymyśliłam grillowe danie - jakaś karkóweczka i kaszanka, a do tego wiosenna surówka. Myślę, że trafiłam w gusta domowników, bo to nasz pierwszy grill w tym roku.
Potem jakiś placuszek upiekę, bo jakże bez słodkości można przeżyć tyle dni laby? U nas wszyscy mamy tzw. "słodkie dupki" więc serniczek przypasi wszystkim.
I tym sposobem zastanie mnie wieczór. Toteż sprzątanie domku zostawie sobie na piątek.
A plany na piatek? pomyślę o nim w czwartek.... już wiem! rodzinna wycieczka rowerowa. Tak jest, to dobry pomysł...
Zaplanowałam również na któryś dzień spotkanie ze znajomymi przy grillu i piwku, ale nic z tego - jedni wyjeżdzają, a drudzy generalnie remontują domek....

Wszystkim, którzy zostają w te majowe wolne dni w domowych pieleszach i nie remontują, a nawet jeśli, to życzę nie zgnuśnienia lecz pięknych i słonecznych dni w wesołej, pogodnej atmosferze duchowej i meteoroligicznej....
Smacznego grillowania i dobrego nastroju!

"Jeśli ciągle czegoś żałujemy, to jesteśmy na dobrej drodze do bycia nieszczęśliwym"

Toteż zostawmy żale i .... niech każdy dośpiewa sobie własną wersję.....

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

przypowieść o starym budowniczym

piątek, 25 kwietnia 2008 22:05
Znacie tę przypowieść?

Stary budowniczy chciał przejść na emeryturę. Powiedział o tym swojemu pracodawcy, a ten poprosił go o to, aby zbudował jeszcze jeden dom. Budowniczy zgodził się, ale z czasem było widać, że nie przykłada się do pracy. Był niedokładny, używał słabych materiałów do budowy i wszystko robił, żeby tylko szybciej skończyć.
Kiedy skończył, pracodawca przyszedł na inspekcję domu. Stanął w drzwiach wejściowych wyciągnął klucze z kieszeni i powiedział do budowniczego: - To Twój dom, przyjmij go jako prezent ode mnie za te wszystkie lata pracy. Budowniczy był w szoku.
Co za wstyd! Gdyby budowniczy wiedział, że budował dla siebie, wszystko zrobiłby inaczej.

Tak samo jest z nami. Budujemy swoje życie dzień po dniu i często nie wysilamy się za bardzo. Później jesteśmy w szoku, kiedy zdajemy sobie sprawę, że tym życiem które budowaliśmy w niewłaściwy sposób, musimy teraz żyć. Gdybyśmy tylko wiedzieli, że to dla nas....
Gdybym tylko wiedziała, że angielski będzie mi potrzebny ....
Gdybym tylko wiedziała, że to tak się skończy, to nie robiłabym tego...
Gdybym tylko wiedziała, że nie wolno tak robić....
Ile razy powtarzaliśmy sobie w duchu te zdania, albo podobne? Ile razy pukaliśmy się w głowę, myśląc: "Jak mogłam tak zrobić?", albo "Jak mogłam tego nie zrobić?"

Błędy zdarzają się każdemu i nie ma w tym nic złego. Gorzej jest jednak, kiedy z błędów nie wyciągamy żadnych wniosków lub nawet nie próbujemy zrobić wszystkiego, aby tym błędom zapobiec.
Przecież to my jesteśmy budowniczymi swojego życia i każdego dnia, deska po desce, budujemy je. To w jaki sposób budujesz zależy wyłącznie od nas.
Ktoś kiedyś powiedział, że życie to projekt - zrób go sam!
Nasze podejście i wybory, jakie podejmujemy, budują nasze życie - dom, w którym jutro będziemy żyli.

Toteż....
* rozwijajmy w sobie pozytywne emocje, takie jak szczęście, radość, być może pasje...
* zmieńmy swoje spojrzenie na przyszłość oraz jej zawartość - by pamiętać tylko to, co pozwoli być lepszym i bardziej zadowolonym z życia
* cieszmy się z każdego dnia
* umiejmy radzić sobie ze stresem i cieszyć się życiem, zamiast zamartwiać się i wiecznie denerwować
* zmieńmy złe nawyki na coś pozytywnego i dobrego

przecież nie urodziliśmy się, potrafiąc chodzić, pisać, czytać i mówić, prawda? Tych wszystkich umiejętności nauczono nas kiedy ich potrzebowaliśmy. Dlaczego nie mielibyśmy nauczyć się tego właśnie teraz, być może tego nowego spojrzenia na przyszłość, którego teraz być może nam potrzeba? (jak wówczas, gdy potrzebowaliśmy nauki chodzenia, mówienia... itp)

" Życie jest zmianą. Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"
/ Rainer Haak/



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

.... norma, a świat homoseksualistów...

niedziela, 20 kwietnia 2008 22:07
........... MOżE GłUPOTA JEST NORMą...........?

Byłam na blogu "bywam-cyniczna" i tytuł jej wpisu spowodował u mnie pewną refleksję. A mianowiecie należałoby dokładnie sprawdzić co należy rozumieć pod pojęciem NORMA... udałam się do wikipedii, a więc:

  • normy moralne (etyczne) – mają one charakter absolutny, co oznacza bezwzględny nakaz lub zakaz określonego zachowania. Nie dotyczą tylko postępowania jednostki, ale mogą dotyczyć całych grup społecznych.

  • normy obyczajowe – nawyki zachowania się, rytuały czy sposoby ubierania się uznane w danej zbiorowości. Normy obyczajowe to reguły postępowania ludzi, które kształtowały się w ich świadomości pod wpływem nawyku, w wyniku wielokrotnego powtarzania w określonych okolicznościach tych samych zachowań (np. całowanie kobiety w rękę). Normy obyczajowe nie oceniają zachowań ani ich nie wartościują. Określają raczej co wypada lub czego nie wypada robić. Obyczaje kształtują się we wszystkich sferach życia. Najczęściej mają zasięg lokalny.
i mamy odpowiedź....

Ja z kolei przyczepię się wypowiedzi p. Tomasza Raczka w programie "Teraz my", a jego przeciwnikierm był polityk z PiS-u. (nie pamiętam nazwiska gościa) Chodziło o problem akceptacji gejów w środowisku społecznym. PiSowiec stwierdził, że odmienne upodobania seksualne nie jest normą, a więc wcale nie musimy akceptować takiego stylu życia. Dla niego i chyba większości społeczeństwa normą jest życie w związku , w którym funkcjonuje kobieta + mężczyzna. Inny związek odbiega od normy.
Natomiast pan Raczek zakwestionował słowo norma. On bowiem twierdzi, że większość - wcale nie świadczy o normie, bo "to" jest normą i "to" też jest normą. Wiadomo każdy sposób obrony jest dobry. Ale wg mnie pan Raczek nie ma racji, że jego upodobanie seksulne jest normą. Jakby niebyło nawet podpierając się wiedzą z Wikipedii.

Moje osobiste podejście do homoseksualistów jest bierne. Nic do nich nie mam. Może to choroba, która uzewnętrznia się po latach (jak wiele innych chorób), a być może rodzimy się z nią? a może to styl życia, który jest nieodzowną częścią drogi do szczęścia?
Nie czynią krzywdy, toteż pozwólmy im żyć. Każdy zasługuje na szczęście bez względu na ...... (lista długa i szeroka)
To jedna prawda. Jest też druga, która miesza moje uczucia, jeśli scenariusz dotknie "mojego podwórka". A mianowiecie jak zaeagowałabym na wiadomość, że mój syn jest gejem? Przykładowo syn przychodzi do domu i przedstawia nam swojego towarzysza życia, czy tez wybrańca serca? i tu zaczęłyby się schody, bo nie o takiej przyszłości myślałam. Nie tak miało być. Normalnie to ma być dziewczyna (najlepiej jeszcze jakby była ładna, zgrabna, mądra, inteligenta i finansowo niezależna) Ale czy wówczas nie przklęłabym całego świata gejowskiego? tej otwartości narodu na inność? na to, że coraz bardziej ten świat wchodzi w nasz świat? akceptujemy, przyzwalamy, podajemy rękę....
To taka maleńka dygresja "co by było gdyby"....



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

szóstka to ponoć "moja liczba" czyżby szczęsliwa? (w dacie urodzenia mam ich aż dwie)

środa, 16 kwietnia 2008 21:28
O co chodzi, czyli reguły gry:

1. Podaj link osoby, która Cię wrobiła
2. Podaj na blogu reguły gry
3. podaj 6 nieistotnych zabawnych rzeczy na swój temat
4. Wybierz kolejne 6 ofiar
5. Uprzedź te osoby o przyjemnościach jakie je czekają

A więc zaczynamy... zacznę chronologicznie, od tych najwcześniejszych...

1. Zawisłam na płocie - a mianowicie w wieku ok. 7 -u lub 8 - u lat (dokładnie już nie pamiętam) bardzo chciałam mieć swojego pieska. Do dziś uwielbiam wszystkie czworonogi. W niedzielne latowe popołudnie odwiedziła mnie kuzynka. Poszłyśmy na spacer, odświętnie ubrane. Do dziś pamiętam móje niedzielne ubranko. Biała bluzka i wełniany, czerwony komplecik składajacy się z pulowera i krótkiej czerwonej spódniczki. Był przepiękny a ja zostawiałam go na wyjątkowe okazje. Ta niedziela była właśnie tą okazją. Na spacerku mijaliśmy wielki zapuszczony ogród, w którym biegały maleńkie, piękne szczeniaczki - moje marzenie. Ogród był otoczony płotem i kutą z żelaza bramą , zakończoną u góry spiczastymi, ostrymi ozdobami. Chciałam pobawić się z tymi psiaczkami więc wymyśliłam, że przejdę przez tę bramę. Niestety przechodząc na drugą stronę zawisłam na tych spiczastych zakończeniach bramy zahaczjąc moją najpiękniejszą spódnicą. Zawisłam na samym szczycie nie mogąc zejść ani do piesków, ani z powrotem. Zeskoczyłam do piesków. Spódnica została na bramie, a ja zostałam się w majteczkach. Powrót do domu był strasznie zapłakany.

2. Członkowstwo w klubach - już trochę starsza z koleżankami z klasy byłyśmy organizatorkami dwóch klubów. Pierwszy to "Klub znalezionych rzeczy" siedzibą była moja norka na stryszku, a członkiniami koleżanki. Był wybrany również prezes klubu ( ja nim nie byłam, nie miałam i do dziś nie mam przywódczej siły) a no i oczywiście jak to w klubie bywa był również Regulamin. Ideą klubu było szukanie i znalezienie najciekawszych i najoryginalniejszych rzeczy, zgubionych przez kogoś. Szukałyśmy po śmietnikach, zapuszczonych miejscach itp. Największym naszym osiagnięciem było zebranie grzebieni. Tak właśnie grzebieni, bo to najcześciej gubią faceci. Pamiętacie te czasy? wystające grzebienie z tylnej kieszeni spodni?

3. "Klub literacki" - już bardziej ambitny od poprzedniego. Reguły podobne: prezes (oczywiście inny), regulamin itp. Ideą tego klubu było wymyślanie, czyli własnego autorstwa krótkich opowiadań i odczytywanie ich na forum. Klub nie przetrwał długo. Ponieważ jedna koleżanka poszła na łatwiznę i streściła książkę pt. "Panna z mokrą głową" Została wyrzucona z Klubu, a my długo ją jeszcze po tym incydencie obgadywałyśmy... (wstrętmne cioteczki Jilii z "Powrotu do Edenu" - pamiętacie ten serial?)

4. "Pierwszy kontakt z alkoholem" - jaki wstyd, ale do rzeczy! Szkoła średnia, uczczenie zdanych egzaminów (zawodowych). Knajpka wcześniej wybrana i zarezerwowana przez kolegów z klasy. Dyplomy w kieszeni, chojraki z nas, że hej! zawód już mamy (to najważniejsze) matura dopiero za miesiąc, ale co tam... Zdobycie dyplomu to już było dla nas wielkim osiągnięciem, należało pierwszy sukces uczcić. Wtedy wydawało się wszystkim, że to jest najlepszy sposób, czyli piwem. Odświętnie ubrani, czyli granatowe spódnice i białe bluzki (chłopaki podobnie tylko dół inny, jakby inaczej...) No i zaczęło się jedno piwko, drugie. trzecie... i poczułam, że jakby czegoś za dużo ... usiadłam na ławce z tyłu lokalu... rozsunęłam nogi, by nie splamić spódnicy wymiocinami, ale zpomniałam, że moja spódnica była z tych dłuższych... cała zawartość żołądka znalazła się na kiecce... (ale dżes, taki był nasz żargon, często używany, napisałam tak jak się wymawia)

5. które to już mamy? uff... jeszcze dwa... "Miesiączka na spodniach" - żeby było śmieśniej to na białych... To wydarzyło się w pracy .... Nie wiem jak... ale odwiedziła mnie za wcześnie... Po prostu skupiona na pracy nie kontrolowałam "matki natury" i stało się ... zalałam się krwią... No i co teraz? do 15 -ej szmat czasu, bez auta nic nie zdziałam, a że był to zakład produkujący żywność, znalazłam biały fartuszek pani od HACCAP-u i do końca pracy przesiedziałam za biurkiem w białym fartuszku. Dyskomfort w pełnym tego słowa znaczeniu. Muszę zaznaczyć, że działy takie jak: księgowość i kadry nie obowiązywało noszenie fartuchów, toteż kadrowa w niecodziennym stroju wyglądała trochę dziwnie. Śmieszność polega na tym, że po paru dniach główna księgowa siedziała za biurkiem również w białym fartuszku... nasuneło się pytanko: czyżby dopadła ją ta sama awaria co mnie?

6. "Dzwonek w telefonie" - pierwsza wywiadówka syna w szkole średniej. Nowa wychowaczyni opowiadała o nakazie korzystania na lekcji z telefonów komórkowych przez uczniów. Ja siedziałam w pierwszej ławce. Mówiła: dzwonek telefonu paraliżuje całą lekcję, a co by to było gdyby w tym samym czasie rodzwoniło się kilka telefonów? I nagle z mojej torebki wydobywa się dżwięk z mojej komórki... ogólny śmiech, no cóż... czerwone lico, głowa w dół i nieśmiałe "przepraszam"

Przydługawe te moje wspomnienia, które miały być zabawne, a które swoją zabawność nabierają dopiero po czasie, bo wówczas były wielką tragedią.

Do dalszej zabawy typuję:
1. "Owiemkimjestem"
2. "wieczornyszept"
3. "Nijka"
4. "tańczącawdeszczu"
5. "bywam-cyniczna"
6. "wieśka"

Pędzę ich powiadomić..........

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

... czy jesteśmy inteligentni emocjonalnie?....

piątek, 04 kwietnia 2008 23:14
Oj, jak dawno mnie tu nie było... znów ten "pioruński" czas... tyle miałam obowiązków, pracy, że pod koniec dnia padałam z nóg. Nie miałam sił, czasu ani natchnienia do pisania....

Dziś troszeczkę o emocjach... a w szczególności o niedostosowaniu emocjonalnym, lekkomyślności i związanych z tym szaleńczych zachowaniach w rodzinie, społeczności i życiu zbiorowym.
Dla przykładu podam rodzinną tragedię, która wydarzyła się nie dawno. A mianowicie podczas libacji alkoholowej konkubent zabił z zimną krwią 2-wu letnią córeczkę swojej kobiety, z którą oczywiście balował. Dziecko wrzucił potem do studni. Przeszkadzało - trzeba było dzieciaka uciszyć (dlaczego na zawsze?)
I następny przykład pana prezydenta bodajże z Opola, który nie potrafił stłumić swoich pragnień i popędliwości to molestował w miejscu pracy swoje młode pracownice.

Przykłady te mówią, jak bardzo jesteśmy ograniczeni emocjonalnie. W obu przypadkach emocje wymknęły się spod kontroli. I nie ważne, czy jest to osoba o wysokiej inteligencji umysłowej, ponieważ w obydwu przypadkach, zabrakło inteligencji emocjonalnej. Inteligencja może okazać się bezużyteczna, kiedy ogarną nas silne emocje. Mamy bowiem dwa umysły - jeden z nich mysli, drugi zaś czuje. Te dwa umysły emocjonalny i racjonalny powinny działać w ścisłej harmonii. U tych panów jednak nie zadziałały. A szkoda bo gdyby byli emocjonalnie sprawni nie doszłoby do wielkiej tragedii, a w drugim przypadku pan prezydent do dziś wiódłby szanowane życie....

Dobrze wiemy, że emocje pojawiają się w postaci impulsów. Pojawiające się uczucie musi wyrazić się w działaniu. Osoby, które zdane są na łaskę i niełaskę impulsów, i którym brakuje zdolności samokontroli, cierpią moralnie, ponieważ zdolność panowania nad impulsami jest postawą woli i charakteru.

Ludzie sprawni emocjonalnie tzn. dobrze znający swoje emocje i potrafiący nimi kierować, a także właściwie odczytują uczucia innych osób i umieją się do nich należycie odnieść - mają przewagę nad innymi we wszystkich dziedzinach życia. Takie osoby o dobrze wykształconych i rozwiniętych umiejętnościach emocjonałnych są też na ogół bardziej zadowoleni z życia, aniżeli osoby, które nie potrafią zapanować nad emocjami. Toczą wewnętrzne walki ograniczające ich zdolność skupienia się na pracy i jasnego myślenia.

No cóż nie każdy potrafi rozwinąć i ukształtować własną inteligencję emocjonalną. Nie każdy ma tę samoświadomość, czyli rozponanie uczucia w chwili kiedy nas ogarnia i właściwe nazwanie, czy to co czuję w danej chwili to gniew?, a może złość?, a może zupełnie coś innego? może niedocenienie i smutek z tym związany?
Są to trudne tematy ale nikt z nas nie jest uodporniony na silne emocje, które często wymykaja się spod kontroli.
Rzadko umiemy kierować swoimi emocjami, czyli panować nad nimi. Tak aby były właściwe w każdej sytuacji.
Czy potrafimy wykorzystać, a może podporządkować emocje do własnych obranych celow? tak by się skoncentrować i opanować na twórczej pracy? by nic nie rozpraszało? (fajne ciacho, świetna laska?) - odłożyć w czasie i stłumić pragnienia?
Albo czy potrafimy rozpoznawać emocje u innych? zdolność ta opiera się w głównej mierze na własnej świadomości uczuciowej, bo jak rozpoznać emocje drugiej osoby, jeśli nie umiem sprecyzować własnych uczuć? a jeśli umiemy rozpoznawać emocje u innych, to potrafimy nawiązywać i podtrzymywać związki z innymi. Ktoś powiedział, że ta sztuka polega w dużej mierze na umiejętności kierowania emocjami innych osób. Może to i prawda ale mnie się to kojarzy z manipulacją, czyli czymś złym.
Temat szeroki i można by tak długo i wiele, ale ja uwielbiam takie teorie i filozofie życiową.... Kończę, bo już poźno, a chciałabym zagościc u Was, tak dawno nie byłam w odwiedzinach!

"złości - nie tłum, ale też nie działaj pod jej wpływem"
/niech będzie mottem na przyszły tydzień/



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  172 486  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O mnie

Jestem dojrzałą kobietą, po przejściach a doświadczenie, które mnie spotkało zmusiło do zmian i refleksji nad wartościami takimi jak: prawda, wierność, lojalność, szacunek. Z dołku pomaleńku wychodzę na prostą. Pomogły mi Wasze blogi. Dziś sama spróbuję wyzwania.

O moim bloogu

blog jest terapią dla skrzywionego kręgosłupa, dla chorej duszy. Muszę podnieść się i przestać uśmiechać się przez łzy.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


MusicPlaylistRingtones
Create a playlist at MixPod.com

Statystyki

Odwiedziny: 172486

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl