Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 741 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

.... czas jest "świnią"...

wtorek, 25 marca 2008 22:29
Poświątecznie, w zimowej aurze ..... troszkę dziwne tegoroczne święta, ze względu na te ośnieżone drzewa...
Ale jak po każdych świętach odczuwam pewnego rodzaju smutek nieokreślonego źródła. Wszystko tak szybko przemija, kończy się.... No cóż, bo to nie pierwsze święta tak szybko minęły? I niestety wciąż towarzyszy mi ten poświąteczny nastrój, który uświadamia, że czas jest władcą, któremu każdy musi się podporządkować......
Nie powstrzymam, nie cofnę, nie przyspieszę...........

"Gdy spotyka nas szczęście, myślimy, że cały wszechświat nam sprzyja. Ale jeżeli coś nie pójdzie po naszej myśli wszystko rozpryskuje się niczym bańka mydlana i znika!
Jak piękno, które istniało chwilę wcześniej, może rozproszyć się tak szybko?
Życie płynie bardzo prędko: przenosi nas z raju w otchłanie piekieł, w ciagu paru sekund."

/Paulo Coelho "Jedenaście minut"/

A tak na marginesie "gorąco" polecam (jak to zachęca p. Torbicka) do przeczytania tej miniaturki powieści pana Coelho. "Jedenaście minut" to nic innego jak czas, którego potrzeba do seksualnego zaspokojenia mężczyzny....





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

... czy istnieje "karzący Bóg"? .....

czwartek, 20 marca 2008 21:29
..;.. przyszłość..;..

Apostoł Paweł napisał do wierzących w Jezusa: Tu widzimy jak w zwierciadle, jakby w zagadce. Tam spojrzymy twarzą w twarz. Teraz Boga znam częściowo, ale tam poznam Go, jak On sam mnie zna.

1 do Koryntian 13,12 Współczesny


.... Wielkanoc to czas wiosny, nowego życia i dzielenia się jajem. Cieszmy się z Tymi, którzy się cieszą i płaczmy z płaczącymi. Postępujmy z ludźmi tak, jak byśmy chcieli, żeby inni z nami postępowali, bo miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy i lekarstwem dla ciała.... Wesołego Alleluja!

W atmosferze przedświątecznych, duchowych rozważań tak sobie myślę, że wielu z nas jest bardzo "daleki" od Boga. W codzienności spraw zapominamy o Nim, o jego cierpieniu i śmierci za ludzkość... Nie modlimy się, nie rozmyślamy, bo po co? Co to da? Zakładamy, że to i tak nic nie zmieni w naszym życiu... Kościół nas oddalił od niego to fakt, ale ........ jest coś jeszcze i z czym spotykam się dość często, a mianowicie..... Wielu z nas przypisuje winę Bogu i uważa, że stworzył On świat tak, by każdy ponosił karę za swoje występki. Zadajemy sobie pytania: "cóż takiego uczyniłem, że karzesz mnie Panie? jeśli jesteś i widzisz tę moją krzywdę i niesprawiedliwość, to dlaczego na to pozwalasz?" Ten szeroko rozpowszechniony pogląd jest jednak fałszywy. Problemem nie jest karzący Bóg, bo takiego w rzeczywistości nie ma, lecz tylko i wyłącznie nasza niewiedza. Stwarzamy sobie przez nią problemy, które traktujemy potem jako karę, zamiast przypisywać sobie winę za własne trudności i z nich się uczyć, czynimy za wszystko odpowiedzialnym Boga.

Owszem jest wiele pytań, na które tu w życiu doczesnym nie znajdziemy odpowiedzi. No bo jak wytłumaczyć matce, której w tragiczny sposób zginęłą 16 - letnia córka, i odpowiedzieć w duchu wiary i miłości do Boga na pytania: " Dlaczego Boże właśnie ona?, dlaczego właśnie teraz?, była przecież taka młoda, tyle życia przed nią?, czym sobie zasłużyła na tak wczesną śmierć?, jeśli nas doświadczasz, to dlaczego w tak okrutny sposób?, raz dajesz, a potem odbierasz?...." Wydaje mi się, że są rzeczy, których "tu i teraz" nie zrozumiemy, ale być może, gdy znajdziemy się w obliczu Pana zrozumiemy wszystko..........

Wiem, że do wszystkiego potrzeba dojrzeć, jak owoc, wtedy dopiero posiada swój smak. Tak już jest w naturze. Zbliżamy się do Boga, gdy życie odciśnie w nas swoje piętno, albo gdy w cierpieniu szukamy nowych dróg, albo gdy jesteśmy coraz bliżej końca naszej drogi... Nigdy nie zapomnę mojej matki jak bardzo zbliżyła się do Boga, gdy umarł mój ojciec. Nagle została sama, a w modlitwie odnalazła swój smutek i ból i samotność... często ją teraz widzę z różańcem w ręku...

Nie rozchodzi mi się o fanatyzm religijny. Codzienne chodzenie do kościoła i ślepą wiarę w to co mówią księża. Daleka jestem od tego. Choć księża to tylko zwykli ludzie jak większość z nas, którym w żyłach buzuje zwykła krew. Jedni są "wielkiego serca i ducha", a inni to zwylki krwiopijcy, zadufani, "krzykacze z ambony", którzy manipulują ludźmi, a którego przykładem jest o. Rydzyk i jego świta.

I jeszcze jedno, owszem można scyniczeć ( po przejściach) i twierdzić, że Apostoł Paweł był ciężkim naiwniakiem, ale czyż te słowa nie krzepią serc i dusz?:
"Bądź mocny i silny! Nie bój się i nie drżyj, bo z Tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz. Nie lękaj się! Gdy pójdziesz przez wody Ja będę z Tobą i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień, nie spalisz się i nie strawi cę płomień"





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Czy brak pasji to dowód na to, że jestem "nijaka" ?

piątek, 14 marca 2008 23:50
Witam!
Pogodnie nastrojonych, w pełni sił do wiosennych, świątecznych przygotowań.
Życie się toczy swoim czasem i wcale nie patrzy, że zbyt szybko. Tak nie dawno stroilismy choinkę, smażyliśmy karpika, a za tydzień, już za tydzień będziemy malowali jajeczka, gotowali szyneczki, piekli baby, serniczki (obowiązkowo)...

U mnie z tym sprzątaniem ciężko, ale w zupełnie dobrym nastroju. Wiem, że zrobić trzeba i choćby "skały srały" samo się nie zrobi. Wysyłam pozytywne fale do mózgu i "posuwam" robotę z piosenką na ustach. Dzieciakom też się udziela dobry nastrój, bo jak nigdy dość chętnie mi pomagają.

Dziś chciałam troszkę pofilozofować o życiowych pasjach ...
A natchnieniem do tej kolejnej refleksji stała się z rozmowa z koleżanką, która od jakiegoś czasu narzeka na nudę i rutynę. Mówi: codzienność jest przytłaczjąca, wiecznie to samo, czyli praca potem obiad, następnie wieczór taki sam jak wczorajszy... TV lub ogarnięcie domu. Każdy dzień podobny do następnęgo. Wiecznie powtarzające się obowiązki, jak "Dzień świstaka". RZygać jej się chce już tym wszystkim...
Może dopadło ją przesilenie wiosenne lub kryzys wieku starczego ....? trudno określić.

Mnie nasunęła się myśl, że jeśli mamy pewne zainteresowania, hobby, pasje całe to nasze życie jest o niebo przyjemniejsze. Zdając sobie sprawę, że obowiązki, które trzeba wykonać, bo trzeba (nie schowamy ich do kąta), a więc domowe sprzątanie, obiady na cały tydzień, zakupy, pranie, prasowanie itp A już nie wspomnę o młodych mamusiach... (jak dawno to było...) pieluszki, mleczka, zabawy z maleństwem...

No i właśnie jeśli kochamy jeszcze "coś" oprócz bycia gospodynią domową pracującą zawodowo, to wtedy wszystko ma sens. Możemy oddać się pasjom. Robić to, co uwielbiamy, kochamy, co daje nam przyjemność i zadowolenie. Wówczas życie nabiera smaku, sensu i jest pikantne.
Zastanawiam sie czy posiadam jakieś pasje i nie bardzo je zauważam. Oprócz tego, że nie wyobrażam sobie życia bez książek, to nic tak bardzo mnie nie pasjonuje. Ale czy to pasja? Uwielbiam książki, uwielbiam rozmowy na tematy oderwane od rzeczywistości, a jednocześnie dotykające codzienności. Lubię wycieczki rowerowe, ale lubię też jeść, lubię piwo, nawet lubię prasować (wszyszcy sie dziwią, jak można? a jednak) ale ja to tylko lubię ... czy to można nazwać pasją?

Dla mnie pasja to rzecz, dla której można zostawić wszystko inne i oddać się JEJ.
A ja ksiażkę czytam jak mi pozwoli czas, przeważnie przed snem, rowerem jadę jak jest pogoda i czas, prasuję jak muszę (ale ze względu na to, że lubię to robię to z przyjemnością jest różnica w stosunku do tych co nie lubią tego robić), jem bo jestem głodna, piwo piję z przyjaciółmi.... i wtedy gadamy i gadamy (bywa, że kończymy o świcie)... właśnie na tematy jak ja to nazywam oderwane, czyli np. o wędrowce dusz, cierpieniu, czasie, prawdzie....

A może wystarczy to wszystko co lubię nazwać po prostu pasją.... ?
A więc wszystko bierze się z mózgu? (dygresja do poprzedniego wpisu). A potem przyjąć to za pewność: TAK POSIADAM PASJE....

Dobrej nocy życzę! jestem "nocnym Markiem" toteż weny nabieram wieczorkiem (bywa nawet, że wtedy okna myję) i tworzę przeważnie nocą, gdy większość regeneruje siły snem.

"Dobrze wiesz, że nie można mieć więcej czasu.
W głębi duszy wiesz, że masz więcej czasu
na to, co na naprawdę jest ważne dla Ciebie.
Czym jest czas?
Czas to uczucia, to emocje.
Zobacz - jeśli robisz to, co lubisz,
nagle minuty zamieniają się w godziny"






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

.... z mózgu, czy z serca....?

wtorek, 11 marca 2008 21:05
" Z mózgu bowiem, i z mózgu jedynie,
początek swój biorą wszystkie rozkosze
nasze i radości, śmiech oraz żarty, a takoż
smutki nasze i bóle, żale i łzy... "


/Hipokrates/

Prawda to, czy demagogia? a może nie z mózgu? a może z serca?
Ktoś powiedział, że prawda jest subiektywna. Tylko rzeczy udowodnione są prawdą. (znowu o tej prawdzie, myślałam, że ten temat jest zamknięty, a jednak...)
PRAWDA wg Wikipedii - cecha wypowiadanych zdań, określająca ich zgodność z rzeczywistością, a więc powiedzieć, że istnieje, o czymś, czego nie ma, jest fałszem, powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą. tzn. " Ala ma kota" jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, gdy Ala rzeczywiście posiada jakiegoś kota.

Jak udowodnić, że wszystko co przeżywamy, a więc radość, bądź smutek jest efektem pracy naszego mózgu?
Czy w myśl Hipokratesa nad stanem emocjonalnym można zapanować?
Jeśli ktoś przeżywa smutek w skutek przykrych zdarzeń losowych, może nad tym zapanować? Wiedząc, że ten stan duszy powoduje niekończący się smutek i ból, czy może powiedzieć sobie, czyli wysłać do mózgu myśl: to mnie męczy, dusi, wypala nie chcę być smutny, od dziś chcę być wesoły i cieszyć sie tym co mam. Chcę przeżywać coś innego.

I tak nie do końca jest, bo to nie mózg tak naprawdę o tym decyduje. Musi wydarzyć się w naszym życiu coś nowego, innego, które spowoduje, że smutek zamieni się w nadzieję.
A przecież istnieje jeszcze takie "złote powiedzenie" ... "największy sens rzeczy pojmujemy sercem"...

Wiadomo, że wiele rzeczy zależy od nas samych (tak się wyśpisz, jak sobie pościelisz). Czegoś doświadczamy, to doświadczenie czegoś nas uczy, wykształca nowe spojrzenie, nowy pogląd. Uczy, by nie popełniać tych samych błędów (nie wchodzi się kolejny raz do tej samej wody). Ale to rodzi się w mózgu, to możemy kontrolować, zapanować, natomiast emocje, które rodzą się z tymi przeżyciami odbieramy sercem ( bo serce nie sługa...)
Trudno w chwili wielkiego smutku, bólu i płaczu przekazać własnemu rozumowi, precz tym cierpieniom.....

Ale to kolejna moja filozoficzna refleksja, na którą nie ma zapewne jednoznacznej odpowiedzi .......... a inspiracją tej refleksji jest życie pewnej sympatycznej, ale ogromnie smutnej blogowiczki.

Dobrej nocki!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

.... poświęcenie ....

środa, 05 marca 2008 22:41
Dziś chcę troszkę pofilozofować o poświęceniach, ale tych szczerych, wydobywających się prosto z serca. Nie o wyrzeczeniach, oczekując na uznanie i wdzięczność, ale o poświęceniach, które zazębiają się z ofiarnością i być może z służeniem.

Wielu z nas nie przywiązuje wagi do poświęcania się. Wielu całe swoje życie poświęca dla bliskich nie zastanawiając się nad tym pojęciem. Spontaniczność...
Poświęcamy swój czas,który powinien być przeznaczony dla rodziny, by załatwić sprawy zawodowe, by wywiązać się z swoich obowiązków. To nie jest spontaniczne poświęcenie, lecz wyrachowane... coś za coś. (premia, uznanie...)

Poświęcamy się dla dzieci, dla partnera... w sposób naturalny z miłości, z uczucia.
W płciowości, w akcie seksualnym rodzi się siła poświęcenia, oddania się.
Gdy zawsze na pierwszym miejscu będzie tylko nasze ego, wówczas nastepuje delikatnie powiedziane "miłośc wymienna". Czyli: jeśli Tomek albo Ania nie gra ze mną w tenisa, to zagram z Heniem albo z Brygidą. A tam gdzie panuje wymienność nie może istnieć miłość. A przecież ani życie, ani świat nie jest wymienny. Jest jedyny w swoim rodzaju, jak każdy z nas, z osobna.

Poświęcenie ma zawsze cos wspólnego z cudem oddania się. Kiedy kochasz, rani nas to, co uderza w tych których kochamy. Kiedy ukochani nas ranią, cierpimy. Kiedy ranimy, oni cierpią. Kiedy się oddalają, cierpimy. Miłość zarówno do dzieci, matki, męża wiąże się zawsze z oddaniem, spełnieniem, cierpieniem, poświęceniem. Poświęcenie jest siłą pozwalającą oddać się miłości i świadomie ryzykować cierpienie. Dla miłości.
A miłość bez poświęceń jest jak dom bez pokoi, jak oczy które nie widzą, jak uszy które nie słyszą.....



Podziel się
oceń
0
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  173 399  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O mnie

Jestem dojrzałą kobietą, po przejściach a doświadczenie, które mnie spotkało zmusiło do zmian i refleksji nad wartościami takimi jak: prawda, wierność, lojalność, szacunek. Z dołku pomaleńku wychodzę na prostą. Pomogły mi Wasze blogi. Dziś sama spróbuję wyzwania.

O moim bloogu

blog jest terapią dla skrzywionego kręgosłupa, dla chorej duszy. Muszę podnieść się i przestać uśmiechać się przez łzy.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


MusicPlaylistRingtones
Create a playlist at MixPod.com

Statystyki

Odwiedziny: 173399

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Facet

Pytamy.pl