Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 933 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

.... lenistwo poświąteczne, ale tak nie do końca...

sobota, 27 grudnia 2008 10:57


Witam poświątecznie! Popijam spokojnie kawusię i wpycham w siebie resztę "złotej rosy" (serniczek jakby ktoś nie wiedział) nigdy mi chyba nie spowszednieje.
Jest taki spokój w domku, dzieciaki jeszcze śpią (chyba jeszcze snem świątecznym), a niech leniuchują. Nie będę ich ciągnąć z wyrków. Ten dzień niech będzie "leniuchowaniem poświątecznym". Tylko ja niestety  już mam plany jak go spędzę. No oczywiście na porządkach, pochowam zastawy świąteczne, pomyję podłogi, zamrożę pyszności i smakołyki, które nie daliśmy rady pojeść i popołudniem zasiądę do pracy z pracy bo gdzieś "lata" mi 30 zł, które muszę odszukaćm, a gszies zadziałam.  I tak w skrócie to co dziś. A jak było w święta? naprawdę ciepło i rodzinnie. Tak jak w życzeniach............

Najbardziej wzruszył mnie dzień przygotowań do wigilii. W związku, że w tym roku moja mama, z którą mieszkamy,  na święta pojechała do siostry, toteż zostaliśmy sami. I chyba dlatego dzieciaki w tym roku nie wychodzili z kuchni i dzielnie pomagali nam przyrządzać pyszności wigilijne. ("ktoś" w kuchni czuje się bardzo dobrze toteż z niej również nie wychodził, jak co roku zresztą ) Bez żadnych wykrętów (jak to czasami bywałao) łeb w łeb pracowaliśmy tworząc sałatki, zupki, galantyny, rybki......Wzruszyłam się gdy córka obierała sporą ilość cebuli - płakała jak bóbr, rękawem łzy ocierała, ale dzielnie dotrwała do końca, nie zdezerterowała. Syn natomiast doprawiał wszystkie ryby a potem wszystkie je smażył. Nigdy nie widziałam, by z takim poświęceniem pracowali w kuchni. To naprawdę wspaniały widok. I chyba najwspanialszy prezent. Przeszli samych siebie. Patrząc na nich,  jak  nam pomagają pomyślałam sobie, że te ich uczucia troszkę ukryte na co dzień  w takich właśnie chwilach budzą się, byśmy dostrzegli ich miłość w ten sposób okazaną.

Pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło i życzę miłego dnia!





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

w świątecznym nastroju..........

niedziela, 21 grudnia 2008 22:26


                 Jest taki dzień,

                  Kiedy pierwsza gwiazda

              Wigilijną noc zaczyna

              A anioły pod choinkę

              Układają nam marzenia

               Jak śnieżnik lśni opłatek

               Stół już czeka

                Zaczynajmy

                Pierwsze chwile Narodzenia   




Gdy usiądziesz już przy stole wigilijnym, gdy w życzenia wpleciesz całą swoją przyszłość, nie zapomnij, że prócz Ciebie są też inni, którym w życiu nie zawsze wszystko wyszło.
Bo gdzieś są  samotni ludzie, zasypane śniegiem smutne święta.
Gdy opłatkiem dzielisz się to pamiętaj - wielka moc w życzeniach Twoich jest zaklęta.
Gdy radością chcesz obdarzyć swych najbliższych, gdy prezenty już odnajdziesz pod choinką, nie zapomnij o tych wszystkich, którzy z naszych myśli jak  na przekór układali naszą przyszłość.
Zapal świeczkę na pomyślność i życz dobrze wszystkim, źle nikomu...........
bo każdy z nas ma na tyle dużą dłoń, że może z niej uczynić Betlejem i każdy z nas ma na tyle ciepłe serce, by odarzać miłością, dobrocią, szacunkiem........ nie tylko w święta......

                     Życzę wszystkim radości i dobroci od ludzi, szczęścia rodzinnego oraz miłości tej prawdziwej i szczerej,  takiej która nie boli,  a  także  niosącego pokoju błogosłowieństwa Bożego.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

zdrada

poniedziałek, 15 grudnia 2008 0:41


Piekne  i mądre komentarze otrzymałam od Was. Dziękuję bardzo. Tyle w nich prawdy i zrozumienia tematu.
Zdaję sobie sprawę, że gdyby różnica wykształcenia w naszym związku była dotkliwa, przeszkadzałaby  dotkliwie,  to dawno ten związek byłby nieudanym, bądź też nie istniałby. Nie da się żyć nie rozumiejąc się. Nie da się żyć bez rozmów, a żeby rozmawiać trzeba mieć podobny poziom intelektualny, by się wzajemnie rozumieć. Można mieć inne zdanie lecz temat rozmowy trzeba rozumieć i czuć. Laicyzm to życiowa forma "śliskania się".

Choć były przesłanki do rozstania, lecz nie taki był tego powód. Aczkolwiek czasami zastanawiam się, czy po części ta różnica nie była powodem jego zdrady.
Tak właśnie zdrady. Trzy lata temu dowiedziałam się, że mój "ktoś" mnie zdradził.  Przeżyłam szok i wielką traumę. Nie chciało się żyć. Świat i ludzie mogliby nie istnieć. Wszystko co do tej pory miało sens, nagle ten sens przestał się liczyć. Życie wywrócone do góry nogami. Rozwód? Rozstanie? Ktoś był dla mnie wszystkim i właśnie to On był tym moim sensem życia. Cóż pozostało? Pustka. Ale trzeba było żyć dalej dla dzieci, dla których to My byliśmy sensem.

W głowie miałam wszystkie wspólnie przeżyte lata, a nie było ich mało. Tyle wspólnych radości, smutków - po prostu życie. Nagle trach - jedną chwilą zniszczył wszystko. Nigdy nie zapomnę tego dnia i tej nocy. Milczącej, cichej, spłakanej i bardzo, bardzo długiej.  Pytania dlaczego? przecież byliśmy udanym i zgodnym małżeństwem. Potrafiliśmy się zawsze dogadać i zrozumieć, umieliśmy pójść na kompromis, i wzajemnie sobie ustępować. Żadne z nas nie było dominantem. Znajomi i krewni stawiali sobie nas za wzór małżeństwoa i rodziny.

Zostałam zdradzona  z  osobą z pracy, no i oczywiście wykształconą. Podobnie jak "ktoś".
Zostałam zdradzona w sensie psychicznym. Z zapewnień Ktosia nie kochali się. Seks był poza tym. Z szacunku dla nas (małżonków, tych zdradzonych) - tak mówił. Czy wierzę? nieistotne nawet teraz, gdy nabrałam dystansu i wewnętrznego wyciszenia i pojednania z rzeczywistością. Dla mnie ten poziom bliskości psychicznej i emocjonalnej to też zdrada i chyba bardziej boląca aniżeli "bzyknięcie na boku".

Były rozmowy długie po świt i które kończyły się płaczem nas obojga.  Słowa  wyjaśnienia, bez których nie można było życ dalej, a które bolały bardzo. Nie umiałam temu sprostać do tego stopnia, że chciałam zakończyć ten żywot tutaj na ziemi. Próba samobójstwa byłał silna. Nie udało się. Mieszkam blisko torów gdzie przejeżdżają co jakiś czas pociągi towarowe i osobowe. Był środek nocy.  Wyszłam z domu nikogo nie budząc. Położyłam się na torach. Czekałam na zbliżjący się pociąg. Leżałam nieruchomo, tak by nie widzieć wielkich i zbliżających się reflektorów lokomotywy.  Hałas nadciągającego pociągu paraliżował myśli i każdą część ciała. Zbliżał się, hałas był co raz głośniejszy. Rękoma chciałam zagłuszyć rzeczywistość. Nie wstałam. Czekałam........... dopiero później  okazało się, że pociąg jechał po drugich torach, równoległych ale nie tych, na których ja leżałam. Okropne uczucie............ długo nie mogłam pozbierać myśli i drżące ciało. Wiem, że jeszcze to nie był czas na mnie. Bóg dał mi w życiu jeszcze jakieś zadanie, które mam do wykonania tu na ziemi.  Mam żyć. Mam żyć po prostu i najzwyklej jak umiem. Tylko jak? Czułam się przegraną.  Czułam, że moje życie jest wielką przegraną. I nie o dumę tu chodzi. Nie w tych kategoriach postrzegałam własne przegranie.  Nie odchodzi się do innej kobiety,  jeśli się kocha i szanuje żonę. Nie szuka się innych wrażeń i doznań. Czyli było coś nie tak w naszym związku. Gdzie popełniliśmy błąd? Ano popełniliśmy. Obydwoje.  Znalazła się osoba w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie.

Dziś wiem, że każdy popełnia błędy. Jedni mniejsze, drudzy większe. Czy wszyscy potrafimy wybaczać? Ja wybaczyłam. Czy słusznie? Dziś mogę powiedzieć, że tak.  Uważam, że tylko miłość ale ta właściwa wyzwala w człowieku pokorę i umiejętność zrozumienia.  Prawdziwa miłość, czy tylko z mojej strony? chyba nie bo szczera intencja Ktosia  oddzielenia przeszłości od tego co dziś,  a także prośba o wybaczenie i spróbowania zapomnienia o jego błędzie i głupocie pozwoliło na rozpoczęcie "starego ale na nowo". (nie będę opisywała formy przeprosin i kajania się)

Czesto zadaję sobie pytanie czy ta osoba miała pojawić się w naszym życiu po to, byśmy zauważyli siebie wzajemnie, by związek, który był i istniał nabrał ponownych kolorów, umocnił się? po to byśmy stali się silniejsi, lepsi, inni?

Dziś wiem, że nic w życiu nie jest przypadkiem. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko co robimy ma właściwy cel i znaczenie. Tylko czy w umocnienieu związku trzeba było dopuścić się zdrady i cierpienia, które na zawsze pozostawią ślad i skrzywiony kręgosłup psychiczny?

Dziś po latach płaczu, cierpienia i bólu - dziś uzyskałam spokój ducha, czyli wolność od strachu, wolnośc od gniewu i wolność od winy!

I na zkończenie jeszcze jedno.  Przed tym zanim zostałam zdradzona uważałam, że nie ma innej drogi jak rozwód, że zdrady nie można wybaczyć. Z tym nie da życ. Z szują, kłamcą i fałszywym człowiekiem. Wtedy to była tylko teoria. Rzeczywistość pokazała, że można inaczej. Że można wybaczyć ..............

Czas leczy wszelkie rany i tak jak określa się Marco76 tak określam się również, że "czas nie leczy ran, czas pozwala nauczyć się z tym cierpieniem żyć". I rownież podpisuję się pod słowami Wiesi - " kochaj tak by nie bolało".

"Żyj . Zyj uważnie,  żyj tak,  by po drodze nikt przez Ciebie nie płakał"
/Kieślowski/





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

poziom wykształcenia, a relacje w związku.............

sobota, 06 grudnia 2008 1:19

I znów kolejny piątek... wolny od pracy, ale nie tej w domu. Troszkę podgoniłam z porządkami.... poprzeganiałam pajączki i pajęczynki, pomyłam lampy co by jaśniej w domku było a także wszelkie kurze na sufitach, ścianach i mebelkach.  W międzyczasie obiad i zakupy na cały tydzień. Tak, to był pracowity dzień. Właśnie skończyłam kąpiel i czułam każdą kosteczkę i każdy mięsień.... ucieszyłam się, bo to dowód, że jeszcze jestem i nie straciłam czucia. Dzień kończę bardzo przyjemnie ....... mimo zmęczenia "pobrykam" troszke na klawiaturze i poodwiedzam bloogowych ziomów w towarzystwie szklaneczki Jim Beam-a z colą i kostkami lodu. Mniammm .......przepyszny drink.

A chciałam zacząć zupełnie inaczej.... sprzatając tak sobie myślałam tzn. nie po raz pierwszy takie myśli mi towarzyszą, ale o tym chciałam napisać.... o związku. Przykładem jest  nasz. A mianowicie wykształcenie partnerów, a wspólne życie. Czy ma to znaczenie i jakie są skutki.?W naszym zwiazku ja zakończyłam moją edukację na poziomie maturalnym. Powód? brak aspiracji i niewiara we własne mozliwości. Dziś wiem, że błędne myślenie. Aspiracją mógłby być chociażby mój "ktoś", ktory skończył studia a w międzyczasie podyplomowe, czyli nie stał w miejscu. Zawsze wsiadał w odpowiedni pociąg. W szkole brakowało informatyków toteż zrobił podyplomówkę i przez kilka lat uczył informatyki. Potem był wakat dyrektora - zrobił odpowiedni kurs i dziś szefuje w swojej szkółce.  Tyle o edukacji i podwyższaniu  zawodowych kwalifikacji "ktosia".
No cóż  z tego wniosek, że nie zauważałam rzeczy bardzo istotnych, ważnych dla związku i partnerstwa. Ale długi czas twierdziłam, że studia to nie dla mnie.  To zbyt wysokie progi..... wówczas myślałam: nie dam rady, nie uda mi się itp.  Zresztą  moja praca nie wymagała ode mnie podnoszenia kwalifikacji i może dlatego nic nie robiłam w tym względzie.

Status intelektualny naszego małżeństwa jest następujacy wykształcony mąż i żona po maturze. Przepaść? nie wiem, ale po latach powiem, że ma to znaczenie. Choć nigdy z ust Ktosia nie usłyszałam zachęty na dalsze kształcenie, ani tego, że jestem głupia lub niedouczona.....
 
Problem tkwi we mnie. Świadomość niższego wykształcenia podkładała mi nogi w wielu aspektach życia. Nie udzielałam się towarzysko a jesli już to raczej milcząco spędzałam czas, by nie skompromitować jakąś wypowiedzią siebie i ktosia. Ta świadomość towarzyszyła mi przez wiele, wiele lat. Świadomość własnej niższości.  Dziś ta świadomość uległa pewnemu przeobrażeniu, dziś już wiem, że wykształcenie jest ważne ale nie można umniejszać siebie. Znając życie,  problemy i niedoskonałości, z którymi się spotykamy a które chartują stajemy się "wielkimi". Nie studia dają mądrość życiową, ale samo życie.

Sama odpowiedziałam sobie na mój problem, ale on mimo wszystko jest i tkwi. Różnica w wykształceniu jest  i to oczywista.  Choć jak wspomniałam nigdy nie zostałam upokorzona pod tym względem. A może to był ten powód...............? W każdym razie w relacjach z ktosiem są momenty (jeszcze są) że umniejszam siebie w sobie .......... dziwnie to brzmi ale tak się określam.
Nie mówię o tym z nim, wówczas żamykam się w sobie.  Zaistniały problem "zwalam" na siebie tłumacząc w myślach, że to moja wina.

Kończę drinka i idę spać, bo literki zaczynają skakać ale z nadzieją, że jutro wyjaśnię mu mój punkt widzenia w problemie, który miał miejsce parę dni remu.  Problem zaistniał i stąd te moje wypociny. Niezrozumienie tematu i jego chłód powoduje, że  gadamy  ze sobą....... ale inaczej!!!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  172 481  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O mnie

Jestem dojrzałą kobietą, po przejściach a doświadczenie, które mnie spotkało zmusiło do zmian i refleksji nad wartościami takimi jak: prawda, wierność, lojalność, szacunek. Z dołku pomaleńku wychodzę na prostą. Pomogły mi Wasze blogi. Dziś sama spróbuję wyzwania.

O moim bloogu

blog jest terapią dla skrzywionego kręgosłupa, dla chorej duszy. Muszę podnieść się i przestać uśmiechać się przez łzy.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


MusicPlaylistRingtones
Create a playlist at MixPod.com

Statystyki

Odwiedziny: 172481

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl