Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 740 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

....można wiele stracić, wspominając nie z tych kul........

piątek, 30 stycznia 2009 22:26

Piątkowo........... wieczorkowo........ weekendowo..... karnawałowo........

Mój piątek jak zwykle wolny od pracy w pracy, ale nie w domu (można sobie wziąźć wolne w domu?) dziś umyłam okna, pochowałam ozdoby świąteczne, upiekłam placuszek (wygląda smakowicie) i z dobrze spędzonym dniem z wielką przyjemnością zasiadłam przed tym cudeńkiem.
'Ktoś'  jak również syn na studniówce. Z tym, że ten drugi na swojej pierwszej dojrzałej, nazywam ją balem życia, nigdy nie powtórzy się ta atmosfera, magia i urok chwili.  Ten bal akurat pamięta się do końca życia -  jest to właśnie wspomnienie odwijane z obszernych kul........... na zaś....
Natomiast ten pierwszy z racji obowiązku, któraż to studniówka? nie jego lecz jego wychowanków......? ach............

           Zapewne do zdrady jak już dokonałam tego wpisu i uzewnętrzniłam się w bloogowym światku, będę czasami wracała, tylko nie ku przestrodze lecz dla wyrzucenia, ukazania pewnych symulacji i zachowań zależnych względem siebie.
Zdrada wcale nie jest tą budującą cegiełką na poprawienie uczuć w związku, bądź też jego uzdrowienie. To raczej niszcząca cegła. Ze świadomością zdrady nie można spokojnie i normalnie żyć. Żyć tak jakby tego nie było. A jednak ja potrafię..... jak mi się udało? Ewenement, czy nienormalna? Ani jedno, ani drugie!

 Było ciężko. Ciężko? to mało powiedziane.  Przeszliśmy piekło. Właściwie wszystkie fazy traumy i depresji. Był okres, że żyłam własnym światem, byłam ciałem, ale nie duszą i sercem. Wszystko wykonywałam jak automat..... obiad był, ale bezemnie....... tzn dla mnie nie miał smaku,  a i ja byłam nieobecna. Straciłam apertyt. Straciłam radość życia i sens bycia pogodną. Nic mnie nie interesowało, żyłam w swoim świecie smutku i pogardy, tak to wówczas czułam. Czułam się wzgardzoną, odtrąconą, nierozumianą...........

Wszystkie imprezy, na których był alkohol kończył się kłótnią. (alkohol wydobywał ze mnie całe to upokorzenie) Oczywiście z mojej strony. Atakowałm go, wypominałam, krytykowałam i wierciłam dziurę w sercu. Wszystkie obelgi przyjmował z zimną krwią, nie odpierał ataków, przyjmował je. Nie bronił się.
Koleżanka zaproponowała mi poradę u psychologa. Stwierdziła, że jej porady nie przemawiają do mnie. Potrzebna mi była pomoc fachowca. Byłam nawet skłonna skorzystać  z rady specjalisty, lecz jednocześnie wiedziałam, że to wszystko tkwi w moim umyśle, jeśli ma mi pomagać ktoś obcy, to znaczy, że tak naprawdę nie pogodziłam się z tym i nie potrafię mu do końca wybaczyć.

 Zadałam sobie pytanie czy chcę być z nim? czy chcę go całować, pieścić, kochać fizycznie? czy chcę mu opowiadać jak poszło mi w pracy, co się wydarzyło, jak spędziłam dzień itp?........... jeśli tak, to muszę zaakceptować jego zdradę. (dziwnie brzmi prawda?) Zresztą sam 'ktoś' powiedział, że musimy przejść przez to razem, on wie, że moja reakcja jest właściwa, że gdy wyleję wszystkie pomyje w niego, wówczas uzyskam spokój, a on mi w tym pomoże. Specjalistę zostawimy na sam koniec. Spóbujmy przejść przez to razem. To jego słowa. Pamiętam je do dziś. Wówczas okazały się chyba punktem zwrotnym. Uświadomiłam sobie, że mimo wszystko zależy mu na mnie i chce mieć taką właśnie towarzyszkę życia.

Czasami odwijam kule i czytam sms od niej .......... "Miłego dnia MOT- (skrót -  MyślęOTobie ) i kocham Cię" ........ to jest sms z samego początku po rozstaniu, sms który pokazał mi 'Ktoś' pokazał, bo powiedzieliśmy sobie o szczerości, nawet takiej która zaboli........  świadomie czekałam na jego reakcję - czy odpisze? i co? na pytanie dlaczego nic z tym nie robi  -  odpowiedział: najwłaściwszą reakcją jest milczenie, albowiem obojętność jest najlepszą reakcją na koniec czegoś co było pomyłką.

Na zkończenie nadmienię tak ogólnie, że wiele rzeczy, które wydarzyły się w  przeszłości, te które przede wszystkim zabolały.....  mają wydźwięk na  nasze emocje i reakcje dziś i teraz. Są wynikiem tego co było kiedyś, w przeszłości........ a należą do historii.


Miłego weekendu!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

praca, ale czy za wszelką cenę?

czwartek, 22 stycznia 2009 22:05




... postawa ....   

Jezus powiedział:
Czyńcie z ludźmi tak, jak byście chcieli, żeby oni z wami postępowali.

/Wspólczesny przekład: Łukasz 6,31/                                                                       

Przeważnie to działa tylko w jedną stronę.

Jest tak spokojnie w moim życiu. Codzienność:  zwykła, trochę jakby szara bez żadnych zawirowań , załamań, uniesień duchowych.......... spokój, do którego zawsze dążyłam i był moim priorytetem......... wyciszyłam się, żadnych emocji, to chyba też nie dobrze, bo mogę z nienacka "wykipieć" jak nie przypilnowane mleko.
No cóż i taką emocjonalną wegetację trzeba przejść. Może bierze się to z tego, że końcówkę roku w pracy miałam trochę zakręconą i pełną mnóstwa papierów. Teraz nastąpiło tzw "zmęczenie organizmu" Z całą robotą zdążyłam na czas, dałam radę i to dało mi dzisiejszy spokój.

Zawodowo pracuję już 20 lat (w zeszłym roku otrzymałam nagrodę jubileuszową) W mojej "karierze zawodowej" pracę zmieniałam 3 razy. 15 lat pracy w księgowości w RSP,  która uległa likwidacji . Proces złożony bo uważam, że do tego doprowadziła powolna i nieodpowiednia polityka gospodarcza kraju, wręcz powiedziałabym sprzyjająca upadłościom (ale nie w tym rzecz i nie o tym chciałam pisać). Moją firmą zainteresował się pewien biznesmen, który kupił cały majatek zapewniając pracę wszystkim pracownikom. Szlachetne prawda? ale tak nie do końca, bo na dzień dzisiejszy nikt z byłych ludzi po spuściźnie nie świadczy pracy na rzecz tegoż pana.
No cóż prywaciarze tak chyba mają. Uważają się za szefów autokratów, nikt nie może zasugerować własnego zdania, a co gorsze nie zgodzić się z jego. Rotacja była przeogromna. I dla mnie był to ciężki okres zawodowy. Otrzymałam angaż  specjalisty d/s kadr. Pracowników ok 150. jak juz wspomniałam rotacja wielka, po części dlatego, że daleki był do okazania szacunku czy uznania nie tylko pracownikaowi ale pracownikowi jako człowieka. Potrafił zniszczyć osobę jeśli mu podpadła , choć w maleńkim stopniu. Ludzie nie wytrzymywali napięcia. Jako kadrowa często spotykałam się z podłością, niesprawiedliwością i płaczem ze strony pracowników.
Pracowałam w tej atmosferze 2 lata. Mój wycinek pracy jako kadrowej wydawałby się pikusiem. W rzeczywistości tak jednak nie było. Oprócz swoich obowiązków wiecznie dorzucał polecenia wykonania np. pojechania tam i tam, by załatwić sprawy, w których nie bardzo byłam w temacie. Już nie wspomnę, że niektóre Art. Kodeksu Pracy wymagał na pamięć. Istny szaleniec. Idąc do pracy nigdy nie wiedziałam, co mnie czeka. Co musze zrobić, dokąd pojechać i z kim sie użalać w jego interesie. Stres powolutku zaczynał mnie zżerać. Bałam się jak uczennica nieprzygotowana na klasówkę. Pamiętacie to uczucie? (pewnie nawet nie znacie bo większość szła do szkoły raczej przygotowana)
Acha i do tego zespół, w którym pracowałam, czyli tzw. administracja to młode dziewczyny po studiach, przeważnie panny o nieograniczonym czasie pracy. Totalne niezrozumienie tematu. Nie czułam się rozumiana i trochę jak trędowata. Często gdy wchodziłam do biura koleżanki milkły - nagle. Później trochę atmosfera nabrała serdeczności, ale nigdy prawdziwej. Tam trzeba było pracować szybko, efektywnie i nie można było sobie pozwolić na pomyłki. Często pracowało się po godzinach pracy,  które owszem były płacone ale tzw "wypłata z drugiej szuflady". Szef nie uznawał życia rodzinnego. Gdy wyjeżdzał na Karaiby wszyscy oddychali pełną piersią i trochę mogliśmy popracować bezstresowo, ale to trwało tylko dwa tygodnie w roku. Później wracała normalność, czyli wycisk, czasami potrafił tak krzyczeć i wrzeszczeć na załogę, że słyszał go cały Zakład.
Toteż gdy dowiedziałam się o wakacie księgowej w szkolnictwie nie namyslałam sie długo. Po dwóch latach współpracy pożegnałam się i poczułam jak pewien ciężar uwolnił moje serce.
Dodam jeszcze, że był to okres, okres mojej pracy i jednocześnie czas zdrady Ktosia. Tylko tak do końca nie wiem, czy ten czas stresowej pracy i wyniszczjącej moją psychikę miał wpływ na nasze oddalenie się i niezrozumienie. Może tak. Byłam wówczas zaabsorbowana swoim położeniem i zbyt wysoką poprzeczką w pracy.... ale to nic nie tłumaczy jego, tylko być może moje zapatrzenie w siebie i niezauważenie, że coś jest inaczej... ale to już historia. Do niektórych wątków powrócę jeszcze na bloogu.....

Dziś uważam, że ta praca była  Wielką Szkołą Życia. Dziś wiem i zdaje sobie sprawę, że jeśli tam dałam sobie radę, to w większości spraw podołam. Dlatego dziś pracując, gdzie pracuje jestem opanowana i pewna siebie. W moim odczuciu przeszłam piekło. Teraz mam psychiczny spokój, wycinek pracy odtąd - dotąd, i praktyczną wiedzę i doświadczenie, które dodają mi pewności, a praca wielką przyjemność. Grono serdecznych ludzi i co najważniejsze wzajemnie się rozumiejących, wiekowo jesteśmy zbliżeni, choć wszyscy po studiach. Z jedną osobą zżyłam się nawet bliżej, spotykamy się po pracy. Czasami w sobotnie popołudnia robimy tzw "dwupak" czyli ona przychodzi z mężem do nas, albo my  do nich.  Natomiast szefowa wspaniała kobieta - wyrozumiała i bardzo "normalna" Czy można lubić szefa?...........

Myślę, że nigdy nie doceniłabym teraźniejszości, gdybym nie zjadła tamtego chleba.

Wszystkiego dobrego!!!!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

.............z obszernych kul..............

czwartek, 15 stycznia 2009 23:26

                 Urlop? dobre sobie.... przymusowy jak już. Otóż brak internetu zmusił mnie do "urlopowania". Zmieniłam operatora sieci, rezygnując z Neostrady i całkowicie z usług TP. Internet mam, ale tzw. kablowy. Dziś pierwszy wpis w nowym roku i na nowych łączach jak również odwiedziny u WAs.
Toteż ochoczo zabieram się do buszowania po Waszych "blogusiach" ale za nim do Was wpadnę, to odrobinę poezji autorstwa skromnej a zarazem pięknej duszy pewnej Wielkopolanki, mojej krajanki...........

" Z OBSZERNYCH KUL"

z UPŁYWEM LAT
CORAZ SKRZĘTNIEJ
ZBIERAM CHWILE MOJEGO ŻYCIA
SKRUPULATNIE ZWIJAM W KŁĘBKI
OBSZERNE KULE
UKŁADAM NA PÓŁCE WSPOMNIEŃ

W JESIENI MOJEGO ŻYCIA
POWOLUTKU ODWIJAĆ BĘDĘ
ABY CZUBKI PALCÓW
ODNALAZŁY
POCZUŁY
NAJMNIEJSZY SZCZEGÓŁ
CHWIL
TAMTYCH......

Ja już powolutku zaczynam odwijać..... czyżby to jesień życia? no cóż zycia nie da się powtorzyć, ale zatrzymam każdy jego smak.......



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

czwartek, 21 września 2017

Licznik odwiedzin:  173 413  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O mnie

Jestem dojrzałą kobietą, po przejściach a doświadczenie, które mnie spotkało zmusiło do zmian i refleksji nad wartościami takimi jak: prawda, wierność, lojalność, szacunek. Z dołku pomaleńku wychodzę na prostą. Pomogły mi Wasze blogi. Dziś sama spróbuję wyzwania.

O moim bloogu

blog jest terapią dla skrzywionego kręgosłupa, dla chorej duszy. Muszę podnieść się i przestać uśmiechać się przez łzy.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:


MusicPlaylistRingtones
Create a playlist at MixPod.com

Statystyki

Odwiedziny: 173413

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Facet

Pytamy.pl